Jajko już dawno umarło śmiercią naturalną, ale jeszcze nie zdążyłam napisać recenzji.
Odkąd poznałam jajka do nakładania makijażu, całkowicie odstawiłam pędzle. Zakochałam się w nich do tego stopnia, że jedno się psuje, a ja kupuję następne. Pewnego dnia jajko z Ebelina mocno się zepsuło. Poszłam do Laboo i włożyłam do koszyka malutkie. niepozorne i różowe jajeczko z Deni Carte. Przed zakupem w ogóle nie czytałam żadnych recenzji na jego temat. Dopiero po, doczytałam, że to najlepsze nieoryginalne jajeczko do nakładania makijażu. Jak było w praktyce? Zapraszam!
